ZIMA

              Nigdy nie lubiła zimy. Śnieg, wiatr, zimno wdzierające się z każdej strony. Chyba powinna była urodzić się w innej strefie klimatycznej. Uwielbiała szum Adriatyku, smak fig zrywanych prosto z drzewa i zapach lawendy kołysanej ciepłym wiatrem. Koleżanka zażartowała, że powinna znaleźć jakąś przyjemną stronę życia, z której będzie mogła korzystać tylko zimą. Ale co by to mogło być??? Siedziała przed telewizorem wtulona w miękki koc, przygryzała orzechy i zmieniała kanały szukając czegoś ciekawego do obejrzenia. Klapa totalna….albo jakieś głupawe teleturnieje z udziałem mniej lub bardziej sławnych tego świata, albo te same filmy, które puszczali w okresie świątecznym już 15 lat temu. Porażka. Na jednym z kanałów była transmisja na żywo ze skoków narciarskich. Na sam widok śniegu mocniej otuliła się kocem. Ale jakaś wewnętrzna ciekawość kazała jej zostawić własnie ten kanał. Kamera czasem omiatała tłum kibiców, którzy świetnie się bawili pomimo tego, że z ust buchała im para, niczym z gotującego czajnika. Kurcze, jak można dobrze się bawić w takiej temperaturze? Brrr, to nie dla mnie, pomyślała. Akurat  skakał rodak, więc przyglądała się zaciekawiona. Oddał piękny skok, tłum wiwatował. Spodobało jej się to i nawet nie spostrzegła, że obejrzała turniej do końca. Wiedziała już, co będzie robić zimą – nauczy się jeździć na nartach. Szaleństwo, bo do najbliższych gór z infrastrukturą narciarską miała jakieś 400 km, ale lubiła podróżować i postanowiła podjąć takie wyzwanie.
Pierwsze jazdy z instruktorem miała za sobą. Szło jej po japońsku, czyli jako tako… Dzisiaj pierwszy dzień samotnych starć z górką. Musiała przyznać, że chyba złapała bakcyla, bo to wszystko dawało jej coraz więcej przyjemności. Słońce, padający czasem śnieg, sztruksik na trasie, wiatr smagający twarz podczas zjazdów, piękne widoki. Drażnił ją tylko tępy odgłos szusujących desek snowboardowych. Jakby ktoś zjeżdżał na parapecie, myślała za każdym razem. Ok. 14.00 zjeżdżała do karczmy przy stoku, żeby się zagrzać, coś zjeść, no i czasem wypić grzańca. Trzeba przyznać, że w tej zimowej scenerii smakował jak nigdy w życiu. Kolejna przyjemność do robienia tylko zimą, pomyślała pijąc cieplutkie, grzane wino. Z tej zadumy wyrwał ją męski głos:
– Czy to miejsce jest wolne, mogę się dosiąść? – zanim zdążyła odpowiedzieć on już odsuwał krzesło, stawiając jednocześnie na stole tacę z obiadem.
– Pani pozwoli, że się przedstawię, Adam – powiedział i podał rękę. Jego dłoń była przyjemnie ciepła.
– Monika – odpowiedziała i chyba zbyt długo przytrzymała jego dłoń, bo spojrzał jej w oczy i uśmiechnął się szeroko.
– Wiem, że to kobieta powinna zaproponować przejście na TY, ale czy możemy mówić do siebie po imieniu, Moniko?
– Tak, oczywiście. Adamie – uśmiechnęła się szeroko – smacznego.
Adam usiadł i zaczął jeść swój obiad. Przyglądała mu się. Był szczupły, średniego wzrostu, ciemny blondyn z trzydniowym zarostem. Miał w sobie jakąś taką wewnętrzną energię, która aż kipiała z niego. Z widocznym apetytem zjadł obiad, odsunął tacę i pijąc grzane piwo zapytał:
– Skąd jesteś?
– Z daleka – odpowiedziała wymijająco. On niezrażony jej zdawkową odpowiedzią rozsiadł się wygodniej, przyjrzał się jej uważnie i oznajmił:
– A ja jestem stąd. Mieszkam niecały kilometr od wyciągu. Nawet nie opłaca mi się odpalać samochodu, żeby tutaj przyjechać, bo wsiadam w busa, jestem za 5 minut na miejscu, poszaleję na stoku, napiję się spokojnie piwka i mogę wracać do domu. Pięknie tutaj mamy, nieprawdaż?
– Tak, rzeczywiście piękna okolica. Może nawet trochę Ci zazdroszczę. Za każdym zakrętem drogi piękne widoki.
Pogadali jeszcze chwilę, po czym każde poszło w stronę innego wyciągu. Zauważyła, że miał deskę. Boże, znowu snowboard….pomyślała.
Kolejny dzień przyniósł pogorszenie pogody. Padał gęsty śnieg, niewiele było widać. Nie chciała zostawać w pokoju, bo do wyjazdu miała już tylko 2 dni, a trzeba przyznać, że ten sport rzeczywiście potrafił sprawić przyjemność. Jeździła ostrożnie i ci bardziej doświadczeni pojawiali się nagle. Czasem nawet nie słyszała, że ktoś jedzie za nią, po czym widziała wyprzedzającą ją sylwetkę. Fakt, to narciarze byli bezszelestni, deski – zupełnie co innego, choć w tej sytuacji to akurat stanowiło zaletę. Była już zmęczona i chciała zrobić sobie przerwę. Wyobrażała sobie ciepły prysznic, może nawet do sauny się wybierze. Nagle, nie wiedzieć skąd, w ułamku sekundy pojawił się przed nią facet na desce, nie zdążyła zareagować i najechała na niego. Potoczyli się razem kilka metrów. Bolało… Jej ofiarą został znajomy ze wspólnego obiadu. Adam pomógł jej się pozbierać, jednak przytrzymywał się za prawy bok, było widać, że cierpi. Przepraszała bardzo za to zdarzenie, było jej naprawdę głupio. Stwierdził, że chyba ma dosyć jazdy na dzisiaj. Ona też już straciła ochotę na dalsze szusowanie. Zaproponowała mu podwiezienie do domu. Zgodził się pod warunkiem, że wejdzie do niego na kawę. Właściwie, to dobrze się czuła w jego towarzystwie, a kawa przy tym niskim ciśnieniu dobrze jej zrobi.
Miał bardzo ciekawie urządzony dom. Fragmenty ścian z czerwonej cegły, reszta jedynie wybielona i dużo drewna. Uwielbiała takie klimaty. No i do tego miał kota. Pięknego, pręgowanego jak żbik. Adam spodobał jej się jeszcze bardziej. No cóż, mężczyzna z kotem zyskuje na atrakcyjności. Świetnie im się rozmawiało, na zewnątrz robiło się coraz ciemniej, oni siedzieli przed tańczącym w kominku ogniem. Po kawie przyszła kolej na herbatę, wino. Było cieplutko, przytulnie. Zdjęła grube, narciarskie ubrania, zostając jedynie w bieliźnie termoaktywnej. Obserwował ją uważnie. Już wtedy w karczmie dosiadł się do niej, choć były jeszcze inne wolne miejsca. Tak naprawdę, to udawał tą kontuzję, bo chciał jakoś podtrzymać tą relację. Miał ogromną ochotę ją pocałować, objąć, dotykać. Pieścić wszędzie. Zaryzykował, pochylił się, objął ją w pasie i przyciągnął do siebie, pocałował. Wydawała się być zaskoczona, ale nie broniła się przed tym pocałunkiem. Była słodka, czuł delikatny zapach jej perfum, ich języki splotły się w tańcu pożądania. Objęła go, głaszcząc głowę i tył pleców. To było dla niego sygnałem, że ona też go pragnie i ma ochotę na więcej. Wszak pocałunki, są zaproszeniem do szczęścia……
Zdjął z niej ubrania. W migoczącym blasku ognia patrzył na jej pełne piersi i sterczące suteczki. Całował w szyję, te cudne wypukłości. W mgnieniu oka pozbawił ich reszty ubrań. Pieścił jej gładkie ciało, piersi, brzuszek, dotarł do muszelki. Rozsunęła nogi, muszelka otwarła się zachęcająco. Uwielbiał widok tych mokrych fałdek, zakamarków, szczelinek. Zatopił w niej usta, lizał słodką cipeczkę, była coraz bardziej soczysta i napęczniała. Lubił czuć na ustach to drżenie, kiedy kobieta dochodzi do szczytu przyjemności. Wsunął do środka palec, napierała na niego biodrami. Spojrzał na twarz Moniki, było widać na niej zadowolenie. Ponownie pieścił ją ustami i wsunął drugi palec. Ona pieściła sobie piersi, a z jej ust wydobywały się jęki rozkoszy. Usta Adama działały cuda, chciała tego więcej. Czuła, że za chwilę wzniesie się na szczyt przyjemności. W uniesieniu docisnęła jego głowę mocniej do swoich skarbów. W tym samym momencie przyszedł orgazm, soki wylały się prosto na twarz Adama, jak nagroda za dobrze wykonaną robotę. Podniosła się i pocałowała go w usta. Czuła smak swoich soków, chciała tego więcej. On, jakby zgadując jej myśli włożył jej do ust palce, które wkładał do cipki. Mmm, ssała je z widoczną przyjemnością. Zapragnęła sprawić mu tyle radości, ile on zrobił jej. Zsunęła się z kanapy i usiadła na podłodze pomiędzy jego nogami. Jego penis stał na baczność, gotowy do pieszczot. Wzięła do ust główkę i delikatnie ssała, pocierając jednocześnie szorstkim językiem o gładką, szklistą powierzchnię. Adam zrobił z jej długich włosów koński ogon, owijając go sobie o dłoń i poruszał jej głową. On dyktował tempo i intensywność tych pieszczot, raz pieściła penisa, raz jajeczka. Myślała, że będzie chciał tak skończyć, ale znowu zaskoczył. Kazał jej położyć się na brzuchu i wsunął pod nią poduszkę. Wszedł od tyłu, głęboko i zdecydowanie. Bajecznie….sygnalizowała głośno każde pchnięcie, siłę i przyspieszenie. Szeptał do ucha świństewka. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie przeżyła i zalała ją kolejna fala orgazmu…… no, tak to można polubić zimę, pomyślała.

Facebook

Dodaj komentarz